Szukaj

Szukaj

Zaloguj

Zaloguj

Moja mała ojczyzna - historia gminy Czerwonak

19 maja w Bibliotece w Owińskach ogłoszono wyniki konkursu "Moja mała ojczyzna - historia gminy Czerwonak".

Pierwsze miejsce zajęła Małgorzata Spaloniak z Gimnazjum im. Jana Pawła II w Czerwonaku, drugie i trzecie Daniel Banaszak z tego samego gimnazjum i Danuta Rochatka z Gimnazjum im. Kazimierza Górskiego w Bolechowie.

 

Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział!


 

Małgorzata Spaloniak

Dawno, dawno temu w okolicach rzeki Warty zamieszkało młode małżeństwo ze swoim siedmioletnim synkiem Piotrusiem. Była to biedna rodzina, która kochała zwierzęta. Rodzinka ta mieszkała na terenie dziś znanym jako Czerwonak. Ponieważ rodzice Piotrusia zawsze ciężko pracowali, aby zarobić na chleb, chłopiec sam chodził na spacery nad Wartą ze swoim małym pieskiem Bruno. Pewnego dnia, gdy Piotruś wybrał się nad rzekę ze swoim pieskiem, zauważył pewnego ptaka leżącego nad brzegiem Warty. Ostrożnie podszedł do niego i zauważył, ze ptak ten ma złamaną nogę. Piotruś bardzo dobrze znał się na ptakach, lecz jeszcze nigdy nie widział takiego gatunku. Ptak ten był różowy i miał bardzo długie nogi. Piotruś pobiegł szybko do domu i opowiedział rodzicom, co widział. Rodzice postanowili iść i zobaczyć to stworzenie. Gdy dotarli nad rzekę ojciec chłopca powiedział, że ten ptak to czerwonak. Rodzina zabrała ptaka do domu i zaopiekowali się nim. Po paru tygodniach, gdy Piotrek znów wybrał się nad Wartę zauważył kilkanaście takich samych ptaków, jak ten, którego zabrał do domu. Już teraz wiedział, że te niesamowite, piękne stworzenia to czerwonaki. Gdy ten czerwonak wyzdrowiał pod opieką rodziny, Piotruś wypuścił go do innych czerwonaków. Od tej pory przez parę miesięcy stworzenia te gościły nad nasza Wartą. Piotruś bardzo często chodził nad rzekę i obserwował zachowanie ptaków. Po pewnym czasie chłopiec zauważył, że czerwonaki przynoszą jemu i jego rodzinie szczęście. Piotrowi urodziła się siostrzyczka Martynka, więc mama musiała zrezygnować z pracy, ale za to ojciec znalazł inną pracę, w której zarabiał wystarczająco dużo, aby utrzymać rodzinę. Od tego czasu teren w okolicach rzeki Warty nazwano Czerwonak na cześć ptaków czerwonaków, a Piotruś wiódł ze swoją rodziną szczęśliwe życie.


Danuta Rochatka

Na początku XVw. w okolicach grodu Poznań znajdowała się niewielka osada.
Mieszkało w niej ok. stu osób. Wiedli miłe, spokojne życie, lecz wkrótce spotkało ich wielkie nieszczęście. Na osadę spadła niespodziewana, okrutna plaga. Nadciągnęła wielka chmara owadów. Wszyscy w popłochu uciekli do swoich domów. Ale owady wciskały się przez każdą szparkę. Ich ukąszenie zabijało. Nadlatywały zawsze o świcie. Po tygodniu w wiosce pozostało już tylko dziesięć osób przy życiu. Niespodziewanie do osady trafił wędrowiec z dalekich krajów. Był przerażony, gdy ujrzał stos trupów. Porozmawiał z tymi, którzy przeżyli i postanowił im pomóc. Przygotował sprtyną pułapkę. Rozciągnął nad wioską olbrzymią i bardzo gęstą sieć o niewidocznych oczkach. W nocy wszyscy czuwali. Nad ranem znów nadleciały. Tym razem wpadły w sieć. Uciekając, odbiły się o skałę i padły martwe.
Od nazwy owadów Czerwców Polskich osadę nazwano Czerwonak.


Dawid Banaszak

Dawno, dawno temu w głębinach oceanu istniało 5 bogów: Termer, Theodor, Dźguluz, Majordus oraz Szlachten. Ich skarbem było nasiono o niezwykłym kształcie i mocy, które mogło istnieć w środowisku wodnym natomiast po połączeniu z ziemią stawało się potężne i magiczne. Wszyscy bogowie wiedzieli, że może z niego wyrosnąć ogromna ilość żywych drzew. Pewnie do dzisiejszego dnia nasiono by było na swoim miejscu, gdyby nie bóg imieniem Majordus, który chciał stworzyć potężną armię, aby zawładnąć światem i podporządkować sobie wszystkich bogów. Jego zamiary jednak przejrzał Szlachten, który ostrzegał innych bogów, lecz mu nie wierzyli. Postanowił więc wykraść nasiono i ukryć je w bezpiecznym miejscu. Lecz Majordus szybko zorientował się, co się dzieje i postanowił zorganizować pościg za złodziejem. Szlachten wiedział, że wróg nie da za wygraną i będzie bardzo chciał go zgładzić. Uciekał bez przystanku całe dnie i noce, aż po pół roku ucieczki postanowił odpocząć. Wiedział też, że nasiono nie może być tak długo bez wody i ziemi. Zatrzymał się w pewnym miejscu niedaleko dzisiejszej Murowanej Gośliny. Nie mógł pozostać tam przez dłuższy czas, więc zakopał nasiono w ziemi i postanowił uciekać dalej. Po kilku dniach z nasiona wyrosło tysiące wyjątkowych drzew o bardzo przejrzystym kolorze czerwieni, które mogły mówić, chodzić i myśleć. Były też tam dwa szczególne dęby, które były przywódcami.
Majordus dowiedziawszy się o zasadzeniu nasion i wyrośnięciu tysiąca drzew, postanowił odnaleźć to miejsce. Szlachten wiedział, że musi wrócić na to miejsce i stawić czoła niegdyś swojemu przyjacielowi. Gdy dotarł na miejsce, zobaczył ogromną ilość drzew, które śpiewały, tańczyły, rozmawiały, po prostu żyły. Szybko postanowił odnaleźć i ostrzec przywódcę. One jednak nie wystraszyły się, wręcz przeciwnie, były zaciekawione władaniem świata. Szlachten wiedząc, że zbliża się Majordus postanowił znaleźć wyjście z sytuacji. Niestety, wiedział, że tylko jego własna śmierć może uratować świat. Wdrapał się na najwyższe drzewo na tym miejscu i skoczył z niego w dół. Nagle powstał wielki huk, wszystkie drzewa zamarły, dęby zdębiały, a nad tym wszystkim unosił się czerwony pył, który zniszczył nadbiegającego co sił Majordusa. Dlatego ten zbiór drzew, nad którym unosiła się czerwona łuna nazwano Czerwonakiem. Znajdują się tam też dwa duże dęby, na które gdy spojrzymy, widzimy wyraz zdębienia.


Rafał Kowalski

Działo się to w czasach, kiedy ziemie Polan byly porośnięte gęstą puszczą, a władzę sprawował książę Mieszko.
Gościńcem prowadzącym do Gniezna zmierzał Bartosz, zakonnik benedyktyński. Niewielu wiedziało, jak ważną misję miał do wypełnienia. Z polecenia Ojca Świętego, niósł dla pary książęcej niezwykły podarek, kroplę krwi z Grobu Pańskiego.
Słońce, które towarzyszyło mu przez cała drogę, chyliło się ku zachodowi. Młody mnich coraz bardziej odczuwał trudy podróży. Bartosz postanowił dać chwilę wytchnienia zmęczonemu ciału i spoczął pod rozłożystym dębem. Delikatny wiatr, niczym dotyk anioła przyniósł ukojenie.
Noc okryła świat. Prastara puszcza wzywała.
- Bartoszu! Bartoszu! Zbudź się!
Tajemnicze dźwięki zaprowadziły młodego zakonnika w głąb lasu. Blask ogniska oświetlił polanę. Bartosz wkroczył w krąg światła. Wokół unosiły się leśne nimfy. Mnich poczuł wielką radość, całkowicie zatracił granicę między jawą a snem. - Zostań z nami, a żyć będziesz po wsze czasy.
Takiej pokusie nawet najgorliwszy zakonnik nie mógł się oprzeć.
Promienie wschodzącego słońca otuliły martwa twarz Bartosza. Nikt nie wiedział kim był zakonnik i jakie siły odebrały mu życie. Najcenniejszy skarb, jaki pozostawił, wzbudzał podziw i lęk. Była to kropla krwi, z której wyrosła czerwona róża. Kwiat posiadał niezwykłe właściwości. Przynosił ukojenie cierpiącym, miłość i nadzieję.
Wyjątkowa moc czerwonej róży sprowadziła szczęście i dobrobyt na całą okolicę. Książę Mieszko zachwycony bogactwem tej krainy nadał jej nazwę Czerwonak dla upamiętnienia tych niezwykłych wydarzeń.  

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie