Logowanie:
Logowanie:

Pomnik, który nie powinien dzielić

Każdemu, kto przemierza ulicę Gdyńską w Czerwonaku, rzuca się w oczy masywny modernistyczny monument wznoszacy się nad doliną Warty. Otaczający go dziś szczelnie wysoki żywopłot zamyka przestrzeń wokół pomnika i odbiera nieco siły świetnej rzeźbie. Dziewięć przecinających się żelbetowych bloków o złowieszczym kształcie mówi o ofierze z życia jaką złożyli w obronie niepodległości mieszkańcy naszej okolicy. Przypomina przechodniom o tym jaką straszną rzeczą jest wojna, walka i niezgoda.

 

Idea budowy pomnika pojawiła się pod koniec stanu wojennego w środowisku nauczycieli Zbiorczej Szkoły Gminnej. Pomnik miał łączyć skonfliktowaną i podzieloną wydarzeniami politycznymi społeczność. Zawiązał się Społeczny Komitet Budowy Pomnika, który zwrócił się do uznanego artysty Józefa Kaliszana o przygotowanie projektu upamietnienia.

 

W październiku 1983 roku (22.X.) uroczyście z udziałem władz partyjnych, państwowych i mundurowych wmurowano kamień węgielny pod pomnik poległych milicjantów. Gromadzono środki i trudne do pozyskania wówczas materiały budowlane. Wreszcie 18 maja 1985 roku nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika z udziałem rodzin poległych, w asyście pocztów sztandarowych organizacji społecznych i kombatanckich. Napis na froncie pomnika głosił: "Pamięci 9 młodych funkcjonariuszy MO poległych w otwartej walce z oddziałami SS w dn. 16 lutego 1945 roku". Z drugiej strony obelisku umieszczono nazwiska. Polegli zyskali godne upamiętnienie. Niestety działo się to wszystko w kontekście politycznym, nastroje były mocno spolaryzowane. Po stanie wojennym trudno było o sympatię dla Milicji Obywatelskiej i organów państwa. A pod pomnikiem w Czerwonaku milicjanci obchodzili co roku świeto Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Niepostrzeżenie nasz pomnik został wykorzystany przez propagandę, kojarzony z „utrwalaniem władzy ludowej”. Nic więc dziwnego, że po zmianie ustroju, na początku lat 90-tych XX wieku, nowi radni postanowili zmienić wymowę pomnika.  Skuto dawny napis. W 1993 roku zastąpiła go metalowa tablica: "Poległym i pomordowanym za wolność tej ziemi".

 

Warto poznać okoliczności w jakich zginęli czerwonaccy milicjanci i zrozumieć jaką rolę pełniła milicja. w której służyli. Okolice Czerwonaka zostały wyzwolone przez wojska radzieckie już 22 i 23 stycznia 1945 roku. Natomiast Poznań pozostał niezdobyty, oblężone oddziały niemieckie broniły się zaciekle jeszcze przez miesiąc. Na terenach oswabodzonych władzę sprawowało wojsko, administracja polska dopiero się organizowała. W Czerwonaku sierżant Stanisław Kotarski, uczestnik bitwy pod Lenino, w ciągu dwóch dni zorganizował z ochotników 30 osobową jednostkę milicji. W jej skład weszło kilku członków czerwonackiego  Sokoła. Siedziba milicji znajdowała się w Miękówku, przy  Placu Zielonym. „Skoszarowani ochotnicy podzieleni zostali na dwie drużyny. Dowódcą I drużyny został kapral Klemens Olszewski, a drugiej plutonowy Józef Garniec. Zastępcą komendanta [...] został Marian Ratajczak. […] Ówczesna Milicja była organizacją wojskowo-policyjną. Miała za zadanie rozbrajanie uchodzących wojsk niemieckich, strzeżenie mienia państwowego i praworządności.” Milicjanci byli uzbrojeni w broń odebraną Niemcom. Zwykle obywało się bez ofiar, ale w obliczu beznadziejnej sytuacji w Poznaniu Generalmajor Gonell wydał, jednostkom niemieckim rozkaz wyjścia z oblężonej cytadeli i przedostania się do niemieckich pozycji na Pomorzu. Nocą z 15 na 16 lutego blisko dwa tysiące niemieckich żołnierzy przeniknęło przez rosyjskie pozycje na północno - wschodnich obrzeżach miasta. Przedzierając się w niewielkich grupkach, byli wyłapywani i częstokroć likwidowani bądź to przez jednostki rosyjskie, bądź lokalne milicje z wiosek na północ od Poznania.

 

W komendzie milicji w Miękówku o godzinie 8 rano 16 lutego 1945 roku wartownik odebrał meldunek, że oddział ss manów przedziera się z południowej strony w kierunku lasu. Z budynku wybiegli z-ca komendanta Marian Ratajczak i drużyna Klemensa Olszewskiego. Na skraju lasu przecieli droge Niemcom  i wezwali ich do poddania się. W odpowiedzi padly strzały, w wyniku których zginął 23-letni Stefan Lemański pierwsza ofiara potyczki. Niemcy zaś ostrzeliwując się i wycofując, zajęli gospodarstwo Antoniny Jarzembowskiej. Wywiązała się trwająca kilka godzin strzelanina w wyniku, której zginęło 9 młodych mężczyzn z Czerwonaka oraz właścicielka gospodarstwa, a także 2 żołnierzy Armii Czerwonej. Wzięci do niewoli Niemcy zostali rozstrzelani.

 

Od kul zginęli: Marian Jakubowski lat 38, Ludwik Skórzak lat 35, Stefan Kocerka lat 30, Jan Dolny lat 20, Stefan Lemański lat 23, Stanisław Grochala lat 39, Czesław Skrzypek lat 35, Kazimierz Stelmach lat 26 oraz Stanisław Plonder 22 lata. W spalonej stodole znaleziono zwłoki Antoniny Jarzębowskiej. Wszyscy spoczywają na cmentarzu w Kicinie.

 

Przebieg całej potyczki szczegółowo zrekonstruowała i opisała w jednym z numerów Głosu Czerwonaka z lat 90 tych Zofia Poznańska. Cytaty w tekście pochodzą z tego artykułu. Swoje wspomnienia spisł też syn Mariana Jakubowskiego, Leszek. Ja zaś zanotowałam wspomnienie Zofii Winkiel z domu Zbąszyniak. Wynika z nich jednoznacznie, że wszyscy walczyli z bronią w ręku z żołnierzami niemieckimi, a potyczka była fragmentem walk o wyzwolenie Poznania. Powinniśmy więc cieplejszym okiem spoglądać na obelisk, który przypomina nam nie tylko o 9 odważnych milicjantach, ale o wszystkich ofiarach wojen i walk o niepodleglość.

 

 

 

 

 

Olga Krause-Matelska

Fundacja Nasze Podwórko 

Archiwum
« poprzedni | następny »
« wróć

Aby móc korzystać z wszystkich funkcji naszego serwisu zaloguj się lub zarejestruj. Rejestracja jest całkowicie darmowa.